Czy mogę nauczyć się rozpoznawania płodności samodzielnie?

Nie pamiętasz, o co chodzi w cyklu miesiączkowym i metodach rozpoznawania płodności? Zajrzyj najpierw do tych artykułów:

Jest to pytanie trochę kontrowersyjne. Z jednej strony mnóstwo ludzi uczy się rozpoznawania płodności samodzielnie — z książek, artykułów lub grup na Facebooku, a same metody są opisywane jako dość proste; ale z drugiej strony nauczyciele regularnie podkreślają, że tylko nauka ze specjalistą jest skuteczna. Czy samodzielna nauka jest więc możliwa? Czy tylko kurs z nauczycielem zagwarantuje Ci pewność i rzetelną wiedzę?

Zanim przejdę do bardziej dyskusyjnych rozważań, muszę jasno podkreślić, że samodzielna nauka nie jest przebadana pod kątem skuteczności. We wszystkich badaniach brali udział tylko uczestnicy szkoleni przez nauczycieli. Wysoka skuteczność metod dotyczy tylko takich osób i nie wiadomo, jaką skuteczność osiągnęłyby osoby uczące się samodzielnie. Obserwując różne grupy w Internecie, można domniemywać, że zdecydowanie niższą.

Nauczyciele szkolą się przez dłuższy czas i posiadają znacznie większą wiedzę niż przeciętni użytkownicy. Podczas kursu nauczycielskiego zapoznają się z trudnymi, nietypowymi cyklami. Dysponują większą liczbą materiałów edukacyjnych niż tylko ogólnie dostępnym podręcznikiem. Zwykle uczą się nie tylko tego, czego mają nauczać, ale też jak, żeby w jak najprzystępniejszy sposób przekazać wiedzę. Podczas spotkania z nauczycielem można zadawać pytania na bieżąco i od razu rozwiać swoje wątpliwości.

Możesz spotkać się z wieloma świadectwami różnych osób, w tym nauczycielek rozpoznawania płodności, które opowiadają, że najpierw próbowały uczyć się samodzielnie, ale było to frustrujące i z perspektywy widzą, że prowadziło do błędów; natomiast gdy w końcu skonsultowały się z nauczycielem i przeszły rzetelny kurs, poczuły się znacznie pewniej i nauczyły się bez problemu interpretować swoje cykle.

Jeśli więc chcesz nauczyć się rozpoznawania płodności szybko i skutecznie — nauka z nauczycielem jest najlepszym wyborem.

To powiedziawszy...

Ta historia o frustrującej samodzielnej nauce i uldze, jaką przyniosła konsultacja z nauczycielem? To nie moja historia. Mimo że brałam udział w paru kursach, tak naprawdę przekazywaną na nich wiedzę zdobyłam wcześniej sama. Dotyczy to nawet po części kursów nauczycielskich. Co więcej, niektóre kontakty z nauczycielami mnie zawiodły, bo nie uzyskałam takiego wsparcia, na jakie liczyłam. Dlatego wierzę, że w niektórych przypadkach samodzielna nauka może się sprawdzić.

Osobista odpowiedzialność

Pierwszą, najważniejszą rzeczą, z której musisz sobie zdać sprawę, jeśli zdecydujesz się na samodzielną naukę, jest fakt, że jest to Twoja osobista odpowiedzialność. Ucząc się sama, nie masz nikogo, kto by podjął trudne decyzje za Ciebie i przejął częśc odpowiedzialności. Stajesz się swoją własną nauczycielką. Jeśli popełnisz błąd, nie możesz mieć do nikogo pretensji. Musisz rozumieć, że ta forma nauki nie jest zalecana i że jest to Twój osobisty wybór. To nie jest proste... ale może być też niekiedy wyzwalające — Twoje decyzje i czyny zależą tylko od Ciebie.

Sposoby uczenia się

Wspomniałam wyżej, że samodzielna nauka nie jest przebadana. To prawda, ale szkopuł w tym, że nauka z nauczycielem jest przebadana tylko pośrednio, bo co do zasady badania dotyczyły skuteczności metody (ile kobiet zajdzie w nieplanową ciążę), a nie skuteczności nauczania (ile kobiet dobrze opanuje metodę). Jest to oczywiście ściśle powiązane, ale niekoniecznie aż tak mocno, jak się wydaje. Po pierwsze, badania nad skutecznością uwzględniają uczestników uczących się pod okiem nauczyciela, więc nie wiadomo, do jakiego stopnia świetnie opanowali metodę, a do jakiego — zaufali interpretacji nauczyciela. W zaufaniu nauczycielowi nie ma nic złego, ale jeśli Twoim celem jest bycie niezależną od niego na dłuższą metę, to zapewne chcesz poznać metodę jak najlepiej. Po drugie, choć większość ludzi uczy się w podobny sposób, niewielki odstetek efektywniej zdobywa wiedzę w odmienny sposób. Ta różnica nie jest widoczna w badaniach nad skutecznością, bo nikt tego nie analizuje; część takich osób może rekompensować tę niezgodność przez samodzielną naukę lub większą ostrożność, a pozostałe być może zachodzą w nieplanowaną ciążę. Podobnie jest ze szkołą — sposób nauczania jest dostosowany do potrzeb większości uczniów, ale nie działa w każdym przypadku. Niektórzy uczniowie potrzebują indywidualnego podejścia, kształcenia specjalnego, wsparcia nauczyciela wspomagającego, a czasem są w stanie efektywnie się uczyć dopiero w edukacji domowej. Oczywiście są to rzadkie przypadki, ale moje rozważania, jak stwierdziłam na początku, nie dotyczą większości. Ucząc się czegoś tak ważnego jak NPR, musisz wziąć pod uwagę swoje indywidualne predyspozycje, a nie tylko to, co działa u większości. Jest to jak z wyborem metody — skuteczna jest ta dopasowana do Twojej sytuacji, ta, którą faktycznie będziesz stosować, a nie taka, która się sprawdza u większości.

Wracając do mojej osobistej historii: mam zaburzenia ze spektrum autyzmu i w związku z tym kontakt z drugim człowiekiem bywa dla mnie przytłaczający. Mam lekkie problemy z przetwarzaniem słuchowym, nie czytam mimiki tak intuicyjnie jak większość ludzi, a zrozumienie emocji i intencji innych pochłania część moich zasobów intelektualnych, przez co mam większy problem na skupieniu się na temacie rozmowy. Dodatkowo mam trochę lęku społecznego. W efekcie nauka w bezpośrednim kontakcie z nauczycielem nie sprawdza się u mnie tak dobrze jak u większości ludzi. Lepiej uczę się, w spokoju analizując materiał, nieźle zauważam wzory i powiązania, a do tego rozpoznawanie płodności to moje specjalne zainteresowanie (czyli coś w stylu pociągów u stereotypowego chłopca z autyzmem).

Chciałabym podkreślić, że autyzm to spektrum i inne osoby autystyczne mogą mimo wszystko bardziej potrzebować wsparcia nauczyciela. Bez względu na neurotyp, nie ma w tym nic złego. Jesteśmy istotami społecznymi i własnie tak uczymy się najlepiej. Umiejętność efektywnej samodzielnej nauki nie jest supermocą.

Kwestia czasu

Jeśli chcesz szybko opanować rozpoznawanie płodności, bo np. jesteś zamężna i wolisz nie odkładać współżycia zbyt długo, to samodzielna nauka nie jest najlepszym pomysłem. Zwykle zajmuje znacznie dłużej. Jeśli uczysz się z nauczycielem, to nawet jeśli nie opanowałaś jeszcze w pełni metody, możesz konsultować z nim interpretację kolejnych cykli, by nie odkładać współżycia przez dłuższy czas. W przypadku samodzielnej nauki może minąć trochę czasu, nim poczujesz się pewnie. Toni Weschler w swojej książce Taking Charge Of Your Fertility, którą wiele kobiet w USA wykorzystuje do samodzielnej nauki, radzi, by odczekać co najmniej trzy cykle, zanim podejmie się współżycie.

Samodzielna nauka może się sprawdzić lepiej, jeśli nie masz partnera i nie współżyjesz. Osobiście zaczęłam się uczyć dwa lata przed ślubem, kiedy nie byłam nawet zaręczona. Dzięki temu miałam dużo czasu, żeby opanować obserwacje, a jednocześnie nie czułam żadnej presji, by od razu zinterpretować cykle. W razie wątpliwości mogłam wrócić do nich po czasie i zmienić interpretację bez żadnych obaw.

Czas może nie być palącą kwestią, jeśli nie jesteś katoliczką i stosujesz antykoncepcję, np. prezerwatywy, a rozpoznawanie płodności ciekawi Cię ze względów zdrowotnych lub chciałabyś kiedyś wykorzystać tę wiedzę w celu unikania ciąży, ale niekoniecznie teraz. Część osób woli wtedy uczyć się samodzielnie, ponieważ w Polsce organizacje i większość nauczycieli stosuje się do nauczania Kościoła katolickiego.

Łączenie metod rozpoznawania płodności ze stosowaniem prezerwatyw budzi kontrowersje nie tylko ze względów moralnych, ale też praktycznych — może zaburzać obraz śluzu. Mimo że nie ma wtedy problemów z pozostałościami nasienia, może pojawić się wydzielina produkowana pod wpływem podniecenia i przesięk podchwowy wynikający z samego stosunku. Trudno powiedzieć, na ile przeszkadza to w skutecznym stosowaniu metod rozpoznawania płodności. W niemieckim badaniu z 2007 r. pewien odsetek uczestników korzystał z prezerwatyw i osiągnął skuteczność tylko minimalnie niższą niż użytkownicy, którzy zachowywali wstrzemieźliwość seksualną, ale były to pary, które używały prezerwatyw głównie na skrajach okresu płodności, a nie w czasie najwyższej płodności. Zdaje się, że w jednym z badań nad metodą Billingsa część uczestników korzystała z prezerwatyw bez większych problemów. Można też znaleźć sporo osób, które mówią, że osobiście nie zauważają żadnych zaburzeń, ale z drugiej strony czasem nauczyciele spotykają się z kartami obserwacji, w których obraz śluzu jest nieczytelny ze względu na aktywność seksualną w okresie płodności.

Blaski i cienie Internetu

Nowoczesny świat technologii może kusić szerokimi możliwościami: blogi, media społecznościowe, aplikacje... Wydaje się, że zdobycie wiedzy w ten sposób jest na wyciągnięcie ręki. Jest to jednak zdecydowanie trudniejsze, a Internet i nowoczesne technologie mogą w tym pomóc, ale mogą i zaszkodzić.

Artykuły w Internecie są zwykle zbyt skrótowe, a poza tym mogą wprowadzić niezłe zamieszanie, jeśli będziesz czytać artykuły dotyczące różnych metod. Zanim więc zaczniesz przekopywać Internet, musisz wiedzieć, że istnieją różne metody rozpoznawania płodności, a ich zasady mogą się bardzo różnić. Oczywiście wiele artykułów jest bardzo ciekawych i pouczających — w końcu po coś prowadzę ten blog — ale musisz być świadoma kontekstu. Kto napisał dany artykuł — ktoś, kto nigdy nie stosował metod rozpoznawania płodności, użytkowniczka czy nauczycielka? Jeśli nauczycielka, to jakiej metody?

Media społecznościowe, a przede wszystkim fora lub grupy na Facebooku, mogą wydawać się dobrą alternatywą dla konsultacji z nauczycielem, ale to nie jest prawda. Po pierwsze, mogą Ci odpowiedzieć różne osoby: nauczyciele (i to niekoniecznie tej metody, którą stosujesz), użytkownicy (którzy znają metodę lepiej lub gorzej) lub osoby, które też się dopiero uczą. Możesz też natrafić na osoby przekonane o wyższości lub słabości niektórych technik, co nie zawsze ma potwierdzenie w faktach. Po drugie, w krótkim poście i zwykle jeszcze krótszych komentarzach mogą umknąć ważne szczegóły (np. dotyczące szczegółów obserwacji poszczególnych objawów), które mogłyby być dokładniej omówione podczas konsultacji z nauczycielem. Poza tym, jeśli masz silną potrzebę konsultacji swoich pierwszych kart obserwacji na forum, to przyznaj szczerze przed samą sobą — masz potrzebę konsultacji swoich kart i tę potrzebę najlepiej zaspokoisz w kontakcie z nauczycielem. Na grupach można znaleźć wiele ciekawostek i intrygujących kart obserwacji, można tam też znaleźć nauczycieli, by umówić się z nimi na konsultację — ale nie stanowią dobrej alternatywy dla kursu.

Aplikacje czasem zawierają wskazówki, jak obserwować i interpretować objawy płodności, ale najczęściej są zdecydowanie zbyt skrótowe, by dobrze opanować metodę. Do tego aplikację trzeba wybrać z głową, bo większość z nich nie opiera się na żadnej konkretnej metodzie rozpoznawania płodności i nie umożliwia samodzielnej interpretacji.

Materiały

Jeśli postanowisz uczyć się samodzielnie, będziesz potrzebowała rzetelnego źródła wiedzy. Najlepiej sprawdzi się podręcznik, dzięki któremu poznasz zasady metody, oraz ćwiczenia, dzięki którym będziesz mogła przećwiczyć reguły interpretacji na przeróżnych cyklach. Oprócz tego możesz zastanowić się nad kursem online.

Metoda LMM

Uważam, że najlepsze materiały do nauki oferuje metoda LMM. Jej podręcznik jest przystępnie napisany, reguły są jasno wyróżnione, obserwacje śluzu są dokładnie opisane wraz ze zdjęciami, a poszczególne rozdziały zawierają zadania do wykonania. Można też w nim znaleźć odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania, takie jak: Co z pozostałościami nasienia kolejnego dnia po współżyciu? Jaka jest skuteczność poszczególnych reguł? Jak różne leki wpływają na cykl? Zdecydowanie warto dokupić do podręcznika ćwiczenia. Zawierają wiele pouczających przykładów, a dzięki temu, że poprawne odpowiedzi nie są łatwo dostępne (są umieszczone na końcu publikacji), zmuszają trochę do gruntownego przemyślenia własnej interpretacji.

Uczyłam się w ten sposób metody LMM przed ślubem i mimo że mam nieregularne cykle, udało mi się dobrze ogarnąć reguły. Mam właściwie tylko jeden zarzut do tej metody — że widoczny śluz lepszej jakości oznacza się zawsze jako „R” (rozciągliwy). Przez długi czas, mimo opisów w podręczniku, wydawało mi się więc, że liczy się tylko rozciągliwość i nie zwracałam uwagi na przejrzystość. Wydaje mi się bardzo nielogiczne, że śluz lepki i przejrzysty ma być oznaczany jako rozciągliwy.

Podręcznik (Sztuka NPR. Kurs podstawowy) i ćwiczenia (Sztuka NPR. Zeszyt ćwiczeń) można kupić w sklepie LMM.

Metoda angielska

Metoda angielska też oferuje niezłe materiały do nauki, ale moim zdaniem pod pewnymi względami wypadają słabiej niż publikacje LMM. Podręcznik do metody angielskiej też jest przystępny, a reguły są jasno wyróżnione, ale same obserwacje są opisane bardziej skrótowo, a podręcznik głównie przedstawia reguły zamiast prowadzić stopniowo przez proces nauki. Oczywiście w sytuacji, gdy podręcznik ma tylko towarzyszyć kursowi z nauczycielem, tak jak jest zalecane, nie jest to problem, ale w przypadku samodzielnej nauki warto wziąć takie szczegóły pod uwagę. Na korzyść metody angielskiej przemawia jednak fakt, że ma prostsze reguły niż metoda LMM. Ćwiczenia zawierają mnóstwo ciekawych przykładów, ale dla mnie problemem było to, że gotowe rozwiązanie czekało od razu na kolejnej stronie. Może to kwestia mojej niecierpliwości, ale często przewracałam stronę, zanim zdążyłam dokładnie przemyśleć własną odpowiedź.

Podręcznik z ćwiczeniami, czyli Praktyczny kurs, można kupić w sklepie PSNNPR.

Metoda Rötzera

Materiały dotyczące metody Rötzera, choć jest ona bardzo popularna, w moim przekonaniu najgorzej sprawdzają się w przypadku samodzielnej nauki. Książka Sztuka planowania rodziny mniej przypomina typowy szkolny podręcznik z wyróżnionymi regułami, a bardziej — skrypt z wykładów na uniwersytecie. Książeczka Elżbiety Wójcik, choć bardziej przystępna i kolorowa, jest dość skrótowa, Ja i mój cykl to pozycja dość trudna i naukowa, natomiast ćwiczenia są przeznaczone do rozwiązywania podczas kursu z nauczycielem (w czym rzecz jasna nie ma nic złego, bo właśnie taka forma nauki jest zalecana). Dodatkowo reguły metody Rötzera są w moim odczuciu najbardziej zagmatwane, a w kwestii niektórych szczegółów trudno uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Wiele spraw można wyjaśnić podczas konsultacji z nauczycielem, ale osoba ucząca się samodzielnie może zostać sama ze swoimi wątpliwościami.

Metoda Rötzera to pierwsza metoda rozpoznawania płodności, na którą natrafiłam i trudno mi było ogarnąć, o co w niej właściwie chodzi. Szybko zmieniłam metodę na LMM i od tego momentu nauka poszła mi znacznie szybciej.

W 2021 r. ukończyłam kurs nauczycielski metody Rötzera i zaczęłam przygotowywać kurs dla przyszłych kursantek, z czego ostatecznie zrezygnowałam. Zdążyłam przygotować interaktywne testy, w tym 60 cykli do interpretacji. Pod wpływem moich doświadczeń z ćwiczeniami LMM zorganizowałam je tak, że poprawna odpowiedź (wraz z wytłumaczeniem) jest dostępna dopiero po rozwiązaniu testu. Omawiane karty obserwacji można wydrukować w formacie A4 i interpretować je ołówkiem na papierze. Pierwotnie planowałam dodać do kursu nagrania i konsultacje, ale w związku z tym, że zrezygnowałam z nauczania, jako źródło wiedzy pozostał tylko spis lektur do przeczytania. Uwzględniłam różne artykuły i standardowe pozycje, takie jak Sztuka planowania rodziny i Ja i mój cykl prof. Rötzera oraz podręcznik Elżbiety Wójcik; później dodałam też e-book NPR w 28 dni Oli Łętowskiej. Kurs nie polega na czytaniu jednej książki po drugiej, tylko fragmentów dotyczących danego zagadnienia, bo wydaje mi się, że może być łatwiej zrozumieć poszczególne kwestie, poznając je z perspektywy różnych autorów, opisane w trochę odmienny sposób (ostatecznie można tak przeczytać wszystkie książki w całości, tylko niekoniecznie po kolei). Jeśli jesteś zainteresowana takim kursem, skontaktuj się ze mną. Potrzeba tylko adresu e-mail powiązanego z kontem Google. Kurs nic nie kosztuje.

Metody śluzowe

Samodzielna nauka Modelu Creighton jest praktycznie niemożliwa. Materiały są dostępne tylko podczas nauki z nauczycielem. Jeśli znasz dobrze język angielski, możesz ewentualnie kupić podręcznik metody Justisse, która pod względem obserwacji śluzu jest właściwie identyczna.

Inaczej rzecz wygląda z metodą Billingsa. Choć jej materiały są publicznie dostępne, polskie publikacje są albo niedostępne, albo przestarzałe. Jeśli jesteś zainteresowana aktualnymi materiałami, możesz się ze mną skontaktować, żebym przesłała Ci link. Tak jak w przypadku wszelkich innych materiałów, nie dopytuję, po co Ci to 😉

Osobiście zaczęłam stosować metodę Billingsa po drugim porodzie i choć rozmawiałam krótko z jedną nauczycielką, tak naprawdę metodę opanowałam sama. W latach 2021–2023 brałam udział w kursie nauczycielskim i też miałam okazję dokładnie konsultować moje cykle z doświadczonymi nauczycielkami. Dzięki tym doświadczeniom stwierdziłam, że faktycznie udało mi się wcześniej dobrze nauczyć metody, ale z drugiej strony — że dostępne publikacje trochę zbyt skrótowo omawiają, jak rozpoznać szczyt i ustalić PMN.

W oficjalnych publikacjach i artykułach niestety nie jest dokładnie wyjaśnione, na czym w praktyce polegają kryteria szczytu. Z moich doświadczeń i relacji innych użytkowniczek wynika, że sporo kobiet mimo regularnych konsultacji z nauczycielem nie jest pewna, na czym tak naprawdę polega „zmieniający, rozwijający się obraz śluzu”. Dlatego w artykule Na czym polega metoda Billingsa? przedstawiłam nie tylko reguły metody, ale też starałam się dokładnie wyjaśnić na przykładach, jak rozpoznać szczyt. Opisałam też, czym różni się obserwacja śluzu w metodzie Billingsa od metod objawowo-termicznych, które mnóstwo ludzi zna z kursów przedmałżeńskich lub artykułów.

W publikacjach i artykułach są opisane rodzaje PMN, ale z założeniem, że kobieta nie ma problemów z opisem śluzu. Tymczasem sporo kobiet opisuje śluz albo zbyt skrótowo (bo np. tak robiły, stosując metody objawowo-termiczne) lub zbyt dokładnie (bo obawiają się, że przeoczą jakiś istotny szczegół). Podczas konsultacji nauczyciel pomaga w wyjaśnieniu nietypowego zapisu, ale polega to głównie na pytaniach typu: Na czym polega różnica między tymi obserwacjami? Czy były względnie podobne? Kiedy wskazałabyś moment zmiany? Wnioski opierają się w dużej mierze na subiektywnej ocenie użytkowniczki. Ustalenie PMN jest więc trudne dla wielu osób... ale jednocześnie zależne od Twoich osobistych wrażeń, więc jeśli dobrze zrozumiesz koncept PMN, pomoc nauczyciela może być zbędna. W artykule Czy istnieje śluz niepłodny? opisałam (wraz z przykładami), jak ustalić PMN i omówiłam błędy, które można popełnić.

Utworzyłam też stronę o metodzie Billingsa, na której umieściłam odnośniki do różnych artykułów i wpisów w mediach społecznościowych.

Kilka słów na koniec

To tylko kolejny artykuł w Internecie. Jeśli pod jego wpływem podejmiesz decyzję o samodzielnej nauce, to jest to wciąż Twoja osobista odpowiedzialność.