Co na to Kościół Katolicki?

NPR to jedyna dopuszczona przez Kościół Katolicki metoda kontroli poczęć, dlatego wiele osób wierzących jest zaangażowanych w jej promocję. Nauczenie Kościoła nie ma jednak wpływu na skuteczność i zasadność obserwacji kobiecego cyklu, dlatego rozpoznawanie płodności może stosować każdy bez względu na światopogląd.

Zgodnie z popularną definicją antykoncepcja to środki lub zachowania mające na celu unikanie ciąży. W tym kontekście nauczanie Kościoła może wydawać się problematyczne - dlaczego zakazuje antykoncepcji, ale dopuszcza stosowanie NPR? Na początku trzeba sobie uświadomić, że Kościół nie definiuje antykoncepcji w powyższy sposób, tylko uznaje za nią:

"wszelkie działanie, które - bądź to w przewidywaniu zbliżenia małżeńskiego, bądź podczas jego spełniania, czy w rozwoju jego naturalnych skutków - miałoby za cel uniemożliwienie poczęcia lub prowadziłoby do tego."

Źródło: Humanae Vitae, 14.

Oznacza to, że dla Kościoła antykoncepcja to nie dowolna metoda planowania rodziny, ale celowe ubezpłodnienie aktu seksualnego.

"Wbrew powszechnej opinii, Kościół nie sprzeciwia się sztucznej kontroli urodzeń dlatego, że jest ona sztuczna. Sprzeciwia się on jej dlatego, że polega ona na antykoncepcji. Antykoncepcja z kolei oznacza posługiwanie się określonymi środkami w celu zniszczenia potencjalnej płodności danego stosunku seksualnego. Innymi słowy, partnerzy stosujący antykoncepcję decydują się na współżycie seksualne, a przewidując, że ten akt może zakończyć się poczęciem nowego życia, świadomie i dobrowolnie wyłączają z niego swoją płodność. (...) Podobnie, Kościół akceptuje NPR (kiedy istnieją słuszne powody unikania ciąży) nie dlatego, że są one "naturalne", a nie "sztuczne", tylko dlatego, że nie mają one charakteru antykoncepcyjnego. Para stosująca metody naturalne nigdy nie ucieka się do pozbawiania danego aktu seksualnego jego potencjalnej płodności. NPR to nie "naturalna antykoncepcja". Nie ma ono w ogóle charakteru antykoncepcyjnego."

Źródło: Christopher West, Dobra nowina o seksie i małżeństwie. Szczere odpowiedzi na pytania dotyczące nauki Kościoła, tłum. Mira Majdan, Wydawnictwo Księży Marianów MIC, Warszawa 2009, s. 166.

Ocenie moralnej podlegają poszczególne czyny człowieka (w tym akty seksualne), a nie jego ogólny światopogląd. Oceniając dany czyn, trzeba pamiętać, że cel nie uświęca środków, więc zarówno intencja czynu, jak i sposób jego dokonania ma duże znaczenie. Np. w dobrym celu utrzymania rodziny można uczciwie pracować lub kraść. W drugim przypadku pragnienie utrzymania rodziny nie sprawi, że kradzież stanie się dobra.

"Musimy tu wprowadzić rozróżnieniem między intencją bliższą a dalszą (pomiędzy środkiem a celem). Obie pary mogą mieć taką samą intencję dalszą - uniknięcie ciąży dla słusznych powodów. A jednak intencje bliższe (środki, za pomocą których pragną osiągnąć identyczny cel) są zupełnie inne. Para stosująca NPR zamierza powstrzymać się od płodnego stosunku seksualnego. Para stosująca antykoncepcję zamierza wysterylizować płodny stosunek seksualny. Są to dwie całkowicie różne intencje."

Źródło: Christopher West, Dobra nowina o seksie i małżeństwie. Szczere odpowiedzi na pytania dotyczące nauki Kościoła, tłum. Mira Majdan, Wydawnictwo Księży Marianów MIC, Warszawa 2009, s. 170.

Kościół nie sprzeciwia się planowaniu rodziny i unikaniu ciąży. Promuje hojne, ale odpowiedzialne rodzicielstwo i zauważa, że są różne sytuacje, z powodu których poczęcie jest niewskazane.

"Jeżeli zaś z kolei uwzględnimy warunki fizyczne, ekonomiczne, psychologiczne i społeczne, należy uznać, że ci małżonkowie realizują odpowiedzialne rodzicielstwo, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, decydują się na przyjęcie liczniejszego potomstwa, albo też, dla ważnych przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych, postanawiają okresowo lub nawet na czas nieograniczony, unikać zrodzenia dalszego dziecka."

Źródło: Humanae Vitae, 10.

Jednocześnie Kościół stoi na stanowisku, że sposób, w jaki rodzina jest planowana, również musi być moralny. Zgodnie z nauką Kościoła etyczna metoda unikania ciąży nie może rozdzielać dwóch celów aktu małżeńskiego - zjednoczenia i prokreacji.

"Płodność jest darem, celem małżeństwa, ponieważ miłość małżeńska ze swojej natury zmierza do tego, by być płodną. Dziecko nie przychodzi z zewnątrz jako dodane do wzajemnej miłości małżonków; wyłania się w samym centrum tego wzajemnego daru, którego jest owocem i wypełnieniem. Dlatego Kościół, który "opowiada się za życiem", naucza, że "każdy akt małżeński powinien pozostać sam przez się otwarty na przekazywanie życia ludzkiego". "Nauka ta, wielokrotnie podawana przez Urząd Nauczycielski Kościoła, ma swoją podstawę w ustanowionym przez Boga nierozerwalnym związku, którego człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między podwójnym znaczeniem aktu małżeńskiego: znaczeniem jednoczącym i prokreacyjnym"."

Źródło: Katechizm Kościoła Katolickiego, 2366.

Oznacza to, że każdy akt seksualny powinien być otwarty na życie, tzn. dokonywany w taki sposób, w jaki małżeństwo mogłoby począć dziecko. Nie ma znaczenia, czy małżonkowie są płodni, bo w przeciwnym wypadku wykluczone byłoby współżycie w ciąży, po menopauzie lub po histerektomii. Sam sposób dokonywania aktu powinien polegać na tym samym (czyli wytrysku w pochwie) bez względu na intencje i możliwości poczęcia dziecka. Celowe ubezpłodnienie aktu seksualnego rozdziela jego dwa znaczenia (jednoczące i prokreacyjne) i sprawia, że akt przestaje być otwarty na życie.

Nie można rozdzielać różnych wymiarów małżeństwa ani aktu seksualnego, ponieważ człowiek jest cielesną osobą, duszą i ciałem. Ciało nie jest przedmiotem, własnością człowieka, którą może dowolnie rozporządzać. Jest jego elementarną częścią, podobnie jak dusza.

"Pamiętajmy jednak, że tych dwóch rzeczywistości (fizycznej i duchowej) nie należy od siebie rozdzielać. Taka postawa równałaby się popadnięciu w starożytną herezję zwaną dualizmem. Dualizm to przeprowadzenie w naturze ludzkiej "rozwodu" pomiędzy tym, co fizyczne, a tym, co duchowe. Istota ludzka jest natomiast nierozdzielnym "małżeństwem" cielesności i ducha, duszy i ciała. Nie jesteśmy osobami "w" ciele, bez którego można by się obyć. Jesteśmy osobami cielesnymi. Oznacza to, że rzeczywistość duchowa wyraża się poprzez jej męskie lub kobiece ciało."

Źródło: Christopher West, Dobra nowina o seksie i małżeństwie. Szczere odpowiedzi na pytania dotyczące nauki Kościoła, tłum. Mira Majdan, Wydawnictwo Księży Marianów MIC, Warszawa 2009, s. 78.

Warto podkreślić, że otwartość na życie nie oznacza starania się o kolejne dziecko lub stosowania nieskutecznej metody planowania rodziny. Polega tylko na odpowiednim sposobie współżycia - takim, który w sprzyjających okolicznościach mógłby prowadzić do poczęcia dziecka. Dlatego katolik może unikać ciąży, będąc wciąż otwartym na życie. Powinien mieć jednak ku temu słuszny powód, a nie kierować się strachem, lenistwem lub egoizmem.

"Jeśli więc istnieją słuszne powody dla wprowadzenia przerw między kolejnymi urodzeniami dzieci, wynikające bądź z warunków fizycznych czy psychicznych małżonków, bądź z okoliczności zewnętrznych, Kościół naucza, że wolno wówczas małżonkom uwzględniać naturalną cykliczność właściwą funkcjom rozrodczym i podejmować stosunki małżeńskie tylko w okresach niepłodności, regulując w ten sposób ilość poczęć, bez łamania zasad moralnych, które dopiero co wyłożyliśmy."

Źródło: Humanae Vitae, 16.

Podczas składania przysięgi małżeńskiej narzeczeni odpowiadają na trzy pytania:

  • Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
  • Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?
  • Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym Bóg was obdarzy?

Zgodnie z nauczeniem Kościoła małżeństwo to nie tylko miłosny związek dwojga ludzi. Nastawienie na rodzenie i wychowanie dzieci leży nierozerwalnie w samej naturze małżeństwa. Dzieci są nie tylko błogosławieństwem i darem od Boga, ale przede wszystkim jednym z celów małżeństwa.

"Z samej zaś natury swojej instytucja małżeńska oraz miłość małżeńska nastawione są na rodzenie i wychowywanie potomstwa, co stanowi jej jakoby szczytowe uwieńczenie".

Źródło: Katechizm Kościoła Katolickiego, 1652.

Podsumowując, Kościół Katolicki zezwala na regulację poczęć i nawet wskazuje, że w poważnych sytuacjach jest to odpowiedzialna decyzja. Jednocześnie celowe ubezpłodnienie aktu seksualnego uznaje za niemoralne i zachęca do hojnego rodzicielstwa i postrzegania dziecka jako daru Bożego.

Na podstronie Linki możesz znaleźć tytuły publikacji i adresy stron internetowych dotyczących katolickiej etyki seksualnej.

"Często spotykam się z zarzutami, że Kościół przybiera postawę hipokryty: odrzuca sztuczną antykoncepcję, ale promuje naturalną o wątpliwej skuteczności. Rozróżnienie jest jednak inne i nie polega na tym, czy stosować naturalną, czy sztuczną antykoncepcję. Kościół po prostu jest przeciwny założeniom, jakie kryją się w antykoncepcji. Proponuje rozumne podejście do seksualności - tak, aby korzystać z niej jako daru jedności osób, uwzględniając fakt, że niekiedy są one płodne, a niekiedy nie. Zaleca raczej odkrywanie natury seksualności i korzystanie z tej wiedzy, niż stosowanie antykoncepcji, której założenia sugerują postawę przeciwko płodności. "Zabezpieczanie się" - co to naprawdę znaczy? Mówi się wprost o "zabezpieczeniu się" przed nieistniejącym jeszcze człowiekiem. Zostaje on postawiony w roli wroga miłości. Jest zagrożeniem. Wydaje się, że taki pogląd oznacza niedocenianie wartości człowieka w ogóle i że w szkodliwej sprzeczności stawia wartość ludzkiej wolności wobec innego istnienia. A co do skuteczności antykoncepcji, to Kościół nie tym się zajmuje. Uczy natomiast, że korzystanie z obserwacyjnej metody regulowania płodności jest moralne i racjonalne. Niebagatelną sprawą jest długofalowy skutek takiego podejścia do płodności jako do czegoś podlegającego ochronie. Metoda naturalna uczy wrażliwości i poszanowania osób w relacji seksualnej. Antykoncepcji częściej towarzyszą nadużycia, co w praktyce źle wróży miłości."

Źródło: Mirosław Pilśniak OP, Krótka kołdra. O dialogu małżeńskim, W drodze, Poznań 2010, s. 68-69.